Mickiewicz wiedział, że biznes nakręca się przez emocje.


Nie doceniamy wagi emocji. Nie rozwijamy inteligencji emocjonalnej, a przecież dzięki niej potrafimy kierować emocjami nie tyle własnymi, co innych. Nie ważne czym się zajmujemy!

Zwykło się polegać na rozumie – w nim upatrywać źródła sukcesów życiowych. Jednak „Czucie i wiara silniej mówi do mnie Niż mędrca szkiełko i oko”.

Spokojnie, nie wzywam do żadnych herezji oświeceniowców, żyjących dziś obok romantyków – postmodernistyczny duch oddycha każdym z osobna, jest tolerancyjny. Serce dopomaga zobaczyć to, co istotne (nie spieram się o wartość wizji dziewki z Romantyczności). Marketingowcy już poznali istotę rzeczy, wykazali się wspaniałą inteligencją. Rafał Mazur na swojej stronie czyni wybitne spostrzeżenie: biznes opiera się na ego człowieka. „A ego jest emocjonalne. Dlatego zawsze chodzi o emocje. Ludzie kupują emocjonalnie, nie logicznie. Logiki używają jedynie (czasami) już po zakupie, by zracjonalizować swój wybór”.1

Sztuka też żyje emocjami. „Być może, iż zupełne opanowanie emocji artystycznych, twórczych i odbiorczych jest utopią, prawdopodobnie zresztą byłoby ono dla nich szkodliwe (...)”.2 Sztuka żyje nie tyle z emocji twórcy, który ją karmi, ale ma być pokarmem dzięki twórcy dla jej odbiorców. Nie ważne czy są głodni. Człowiek ma to do siebie, że nie musi być głodny, żeby dać w sobie wzbudzić emocje, problem leży raczej w jego inteligencji emocjonalnej właśnie – da się nakarmić z własnej woli, albo odmówi, inaczej nakarmi się go bez uwzględniania jego apetytu. Dlaczego emocje są tak istotne? Jeszcze tego nie wypowiedziałam na głos – bo one poprzedzają zachowanie, ocenę a nawet interpretację świata. Rozum i emocje uzupełniają się wzajemnie, tak jak kobieta i mężczyzna (w dobrym układzie). Czucie może zaburzać oko, oko może próbować oszukiwać uczucia.

„Chodzi o to, żeby potrafić nazywać dokładnie swoje stany, czyli po pierwsze – dostrzegać emocje, po drugie – nazywać je, po trzecie – wyrażać”.3 Przekładając to na sztukę, artysta oprócz wyrażania własnych emocji, musi umieć dostrzegać emocje innych – te indywidualne, ulotne, jakiejś grupy ludzi, a nawet nastroje społeczne – poznać je i wyrazić tak, żeby zostały prawidłowo zidentyfikowane przez tych, którzy nie byli ich naocznymi świadkami.

Pojawia się kwestia formy. Bez niej treść nie ma odpowiedniego przekazu. Chociażby w przypadku obrazu i fotografii emocje można by wyrazić, wzbudzić za pomocą: oświetlenia, głębi ostrości, kontekstu, fotografowanego obiektu lub podpisów do fotografii.

Myśl musi mieć skrzętną oprawę, żeby zostać strawiona i przeobrażona w działanie (vide sztuka w ramach kampanii społecznej). Marketingowcy znowu tworzą przekazy skonstruowane tak, żeby ocierać się o wszelkie zmysły klienta, wzbudzać pożądane emocje, które staną się impulsem do kupowania i kupowania. Ave konsumpcjonizmie („ave ja”). W efekcie (wnoszę oskarżenie) aktywność różnych bodźców jednocześnie sprawia, że człowiek potrzebuje silnych bodźców tylko i wyłącznie, żeby być skłonnym zwrócić na coś uwagę, zatrzymać się i pomyśleć. Mocny przekaz ma oszołomić już oszołomionego. Dodam, że sztuka stała się niewolnicą (ta żeńska końcówka zdaje się czynić ze sztuki jeszcze większą ofiarę – to ta kobieca naturalna słabość wzbudza takie współczucie! Feministki powinny uczyć się biologii i gramatyki) marketingu. Brrr! Ale to temat na osobny tekst.

Niewiele mówi się w Polsce o cool hunterach, dzięki którym wiele biznesów się kręci, bo stają się odpowiedzią na pragnienia (emocje) współczesnych Kowalskich przeciętnych tudzież Kowalskich burżujów (kogo tylko się zauważy i wymarzy). Ale te pragnienia (emocje) trzeba właśnie dostrzec, potem nazwać i wykorzystać na swój własny użytek (alboż nawet pro publico bono).

Sztuka ma to do siebie, prawdziwa, że wynika z obserwacji (truizmy są pożyteczne) własnych wnętrzności (tu często nieuświadomionych), lub cudzych. Można więc na nią liczyć w przypadku chęci ich wyrazu. Niestety przestaje być samodzielna w przypadku więzi z biznesem.

Potrzeba nam uniwersalnej myśli Mickiewicza: „Miej serce i patrzaj w serce”.4
Bo właśnie trzeba umieć tak patrzać. Ja na przykład patrzam na to zdjęcie

Fot. Ansel Adams - Georgia O'Keeffe i Orville Cox, Pomnik Narodowy Canyon de Chelly, Arizona , 1937 5

sercem i wymyśliłam dialog sercowy postaci:
Kobieta z prawej do mężczyzny z lewej: „Wiesz jak jest – Wiem”.

 

Maria Kuziela


1 http://marketingnasterydach.pl/2012/12/emocje-w-marketingu-marketing-w-emocjach/
2 Jan Sunderland, Estetyka i sztuka fotografii, s. 52.
3 Emocje górą [w:] „Wysokie obcasy extra”, nr 9, 2015 , s. 76.
4 Ten wers i dwa poprzednie pochodzą z Romantyczności A. Mickiewicza.
5 Ansel Adams - Amerykanin, 1902-1984, San Francisco, California. Jest powszechnie uważany za jednego z najbardziej znanych fotografów wszechczasów, szczególnie w odniesieniu do jego uderzających obrazów amerykańskiej dziczy. Adams przykładał wielką wagę do technicznego opanowania swojego rzemiosła, starannie oceniając gradacje światła na obrazie, manipulując poziomem ekspozycji i nieustannie eksperymentując z nowymi technikami. Wraz z immanentami Imogenem Cunninghamem i Edwardem Westonem Adams założył grupę f / 64, poświęconą temu, co określali mianem "fotografii prostej", w przeciwieństwie do inscenizowanych lub upiększonych obrazów. Adams odegrał również kluczową rolę w powstaniu Wydziału Fotografii w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku.